PRODUKTY POZORNIE WEGETARIAŃSKIE

Dieta wegetariańska zbiera coraz więcej zwolenników. Przyszła pora także na Ciebie. Może jeszcze jesteś na etapie fleksitarianizmu i dopiero planujesz przejście na zieloną stronę mocy, ale zrezygnowałaś bądź zrezygnowałeś ze schabowego w niedzielę, z rosołków, kurczaczka i piątkowej rybki w panierce. Jesteś happy i myślisz sobie: "nareszcie nie przyczyniam się do cierpienia zwierząt i polepszam stan naszej planety!" Jesz przysłowiową trawę i kamienie, a ludziom dookoła próbujesz wytłumaczyć korzyści wynikające z nowego sposobu odżywiania. Z tą różnicą, że nie wszystko jest takie kolorowe jak się wydaje. 
Wiadomo, że założeniem diety wegetariańskiej jest unikanie jedzenia żywych stworzeń, jednak czy wiesz, że nawet produkty z pozoru wegetariańskie mogą takimi nie być? 
Przeciętny konsument niestety nie ma możliwości dostępu do tego typu informacji, dlatego dzisiaj opowiem wam co dodaje się do niektórych produktów nie tylko tych spożywczych, pozornie uchodzących za wegetariańskie. Czyli Żyj Zielono znów na tropie! 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam do lektury!




Wielu ludzi rezygnuje z jedzenia mięsa ze względów etycznych, jednak dla mnie czystą hipokryzją jest spożywanie produktów takich jak na przykład przemysłowy nabiał (czytaj mleko i sery z supermarketu). Dlaczego? Już odpowiadam. Pracując w gastronomii często spotykam taki typ "wegetarianina". Na obiad zamawia wegetariańskie danie dopytując, czy aby na pewno nie ma tam żadnych zwierząt, bo przecież one cierpią, natomiast na deser prosi pełnotłustą mleczną latte i lody śmietankowe, najlepiej z polewą truskawkową barwioną koszenilą. Szczegółem natomiast jest, że krowa, od której pochodzi mleko trzymana jest w niehumanitarnych warunkach, a koszenila to barwnik z martwych owadów... Najważniejsze, że on ma czyste sumienie, bo nie zjadł mięsa. W takich sytuacjach zadaję sobie pytanie: ignorancja czy brak wiedzy? I dochodzę do wniosku, że jedno i drugie... Dlatego pora to zmienić. 


Mój tok myślenia może sugerować, że jestem weganką, jednak nie jestem. Mimo to świadomie nie jem nabiału i produktów, które mogą przyczyniać się do cierpienia zwierząt. Jeśli zdarzy mi się coś takiego zjeść (podkreślam świadomie) to zawsze wybieram organiczne zamienniki lub też takie od małych gospodarstw czy od rolnika, gdzie mam pewność, że żadne zwierzę nie cierpiało podczas wytwarzania danego produktu. 
Okej, dość o mnie, przejdźmy w końcu do sedna dzisiejszego posta. Miało być o produktach z pozoru wegetariańskich, więc oto i one: 

BANANY 
A to szok, co nie? Różne źródła podają, że banany, aby przetrwały podróż z miejsc, w których są uprawiane, pryskane są substancją o nazwie chitozan. Pozyskiwany on jest z pancerzy skorupiaków (chityny), między innymi  z krewetek, które wegetariańskie już niestety nie są. Autor artykułu pisze że chitozan spowalnia dojrzewanie bananów, dzięki czemu mogą one przetrwać długie godziny transportu...



No dobra, żartowałam. Po głębszej analizie i szperaniu w czeluściach internetu natknęłam się na wypowiedź firmy Chiquita

Firma Chiquita nie używa żadnych środków przy procesie uprawy, pakowania i transportu bananów, które byłyby pochodzenia zwierzęcego. Nasze banany są jak najbardziej odpowiednie do spożywania przez wegan.

Inni producenci również nie potwierdzają tej informacji, więc bujdę można włożyć między bajki.
Czego to się nie robi dla sensacji...
Zatem bez obaw, banany są wegetariańskie. Ba! Nawet weganie mogą je jeść. 


SERY DŁUGO-DOJRZEWAJĄCE
Tutaj będzie całkiem serio. 
Lubisz kanapki z serem? Wielu początkujących wegetarian zastępuje mięso nabiałem, a zwłaszcza serem. Jednak tutaj należy uważać, gdyż ser serowi nierówny i nie każdy jest wegetariański. Najlepszym przykładem jest parmezan, który swój smak zawdzięcza między innymi enzymowi podpuszczce. Jest to enzym pozyskiwany z... śluzówki krowiego żołądka, a dokładniej cielaka. Doprecyzowując - martwego cielaka. Smacznego zatem :) Nie wierzysz? Następnym razem przeczytaj etykiety ulubionych serów. 

niewegetariańskie sery
źródło: czytajsklad.com


SŁODYCZE, ŻELKI, GALARETKI, KOLOROWE JOGURTY I... KOSMETYKI
Produkty, nie tylko te spożywcze o czerwonym zabarwieniu zawierają w swoim składzie kwas karminowy inaczej koszenilę o której już wspomniałam. Skąd się bierze? Koszenila jest czerwonym barwnikiem pozyskiwanym z wysuszonych, zmielonych owadów, zwanych czerwcami kaktusowymi (Dactylopius coccus), żyjących w Meksyku. Koszenilę stosuje się także w przemyśle kosmetycznym do barwienia cieni do powiek, szminek, czy kosmetyków myjących, ale jej zastosowania na tym się nie kończą. Koszenilą barwi się słodycze, napoje alkoholowe, sosy (głównie sos jabłkowy), owocowe nadzienia do ciast, wypieki, jogurty i polewy. Cukierek z martwym owadem już nie brzmi tak apetycznie prawda? Pamiętaj o tym następnym razem, jak sięgniesz po landrynkę, mambę czy inne cuda. Żelki natomiast jak sama nazwa wskazuje zawierają żelatynę, podobnie jest z galaretkami i wieloma kolorowymi jogurtami. Jeśli jeszcze nie wiecie jak produkuje się żelatynę, to najwyższa pora uzupełnić wiedzę. Otóż pozyskuje się ją ze zmielonych chrząstek, kości i skóry zwierzęcej, a najczęściej występującym rodzajem żelatyny w przemyśle spożywczym jest żelatyna wieprzowa. 
Mmm same pyszności...

źródło: demotywatory.pl
.




PIWO 
Fani bąbelków będą zszokowani. Do produkcji niektórych gatunków piw wykorzystuje się rybie pęcherze. Przykładem takiego piwa był do niedawna irlandzki Guinness. Jednak za sprawą licznych kampanii środowisk wegańskich w internecie, po latach udało się w końcu przekonać koncern do opracowania alternatywnej metody warzenia piwa, które byłoby bardziej przyjazne środowisku i zwierzętom. Browar używał kleju rybiego (inna nazwa to karuk), otrzymywanego z wysuszonych pęcherzy rybnych. Firma używała go od 256 lat do oczyszczania drożdży, przez co zdarzało się, że mikroskopijne cząstki ryb trafiały do beczek z piwem. Warto zatem sprawdzać etykiety trunków, a jeśli nie mamy pewności co do składu, skierować pytanie bezpośrednio do producenta. Polecam zwracać uwagę również na wina, gdyż proces produkcji wygląda podobnie. Tutaj również wykorzystuje się rybie pęcherze do klarowania napoju. 

MARGARYNA
Niby tłuszcz roślinny, a jednak nie do końca. Wielu producentów wzbogaca margarynę o witaminę D3 pochodzącą... z owczej wełny (lanolina) lub wątroby morskich ssaków. Na zachodzie praktykuje się jeszcze wzbogacanie kartonowych soków pomarańczowych również o tą witaminę. Wszystko niby w imię zdrowia społeczeństwa. Szkoda, że kosztem życia zwierząt. Swoją drogą margaryna to utwardzony i przetworzony tłuszcz roślinny, a taki tłuszcz to nic dobrego dla naszego zdrowia. Lepiej zjeść awokado. 


Produktów z pozoru wegetariańskich jest z pewnością jeszcze więcej. Jeśli więc znasz takie, koniecznie podziel się w komentarzu. Poprzez treści tego typu, chcę wskazać na błędy jakie wiele osób popełnia na początku swojej drogi z dietą wegetariańską oraz pomóc w ich eliminacji. Sama popełniałam ich mnóstwo, dlatego teraz dzielę się swoją wiedzą i chcę żeby była przekazywana dalej. 


Jeśli chcesz być na bieżąco i spodobał Ci się dzisiejszy wpis,
koniecznie polub mnie na facebook'u i udostępnij znajomym!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 ŻYJ ZIELONO - FOR BETTER LIFE , Blogger