POLSKIE SUPER FOODS

Kochamy zagraniczne produkty, uwielbiamy nowinki ze świata zdrowia i branży fit. Chcemy być modni i na topie więc jemy jagody goi, spirulinę, chlorellę, nasiona chia, amarantus, quinoa, karob i cholera wie co jeszcze. Gwiazdy na instagramie popisują się wymyślnymi daniami na ich bazie, a ciemna masa to łyka i w ten sposób nakręca dochodowy biznes. Często nie zdajemy sobie sprawy, że to w większości specjaliści od marketingu nami manipulują, a na rodzimym podwórku tuż pod nosem mamy żywność o wiele lepszą. W żadnym wypadku nie chcę wykazywać tutaj wyższości naszych produktów nad tymi zagranicznymi. Jeśli kogoś stać na to żeby pozwolić sobie na ich zakup, to czemu nie? W końcu fajnie jest czasem zjeść coś egzotycznego. Chodzi jedynie o ich obiektywne porównanie. No ale dość dygresji, przechodzimy do rzeczy. 
Poniżej znajdziecie polskie superfoods, które są równie bogate odżywczo, równie smaczne a przy tym znacznie tańsze niż ich zagraniczne odpowiedniki. Bo jak mówi stare przysłowie: Cudze chwalicie, swego nie znacie. 



Nie wszystkie niżej wymienione są naszymi rodzimymi gatunkami. Wiele z nich zostało sprowadzonych niegdyś na nasze ziemie przez kupców i handlarzy, jednak sprzyjający klimat i odżywcze gleby spowodowały, że zadomowiły się u nas na dobre. Sprawdźcie sami, które odpowiedniki zagranicznych superfoods są dostępne u nas i dlaczego warto je jeść każdego dnia. 


Siemię lniane vs. nasiona chia
Zarówno jedne jak i drugie nasiona są skuteczne w walce ze zbędnymi kilogramami ze względu na wysoką zawartość błonnika pokarmowego. Jedne i drugie są banalnie proste w przygotowaniu, jednak to siemię lniane jest znacznie tańsze. Nasiona chia, czyli szałwia hiszpańska robi furorę w naszym kraju, lecz to siemię lniane zawiera więcej kwasów omega-3, a także lignany - silne przeciwutleniacze, spowalniające procesy starzenia. Na bazie siemienia lnianego także można przygotować zdrowe desery czy dodawać je do koktajli, pamiętać należy jednak, że tylko zmielone ziarna zapewnią nam podaż wszystkich zawartych w nich składników odżywczych. Ponadto siemię lniane działa osłaniająco na przewód pokarmowy, wspomaga leczenie choroby wrzodowej, zaparć, łuszczycy czy zapalenia oskrzeli.


Kasza gryczana vs. quinoa
Quinoa, czyli inaczej komosa ryżowa polecana jest przede wszystkim w diecie bezglutenowej. Jest tzw. pseudozbożem i nazywana jest złotem Inków (pochodzi z Ameryki Południowej). Nic w tym dziwnego, ponieważ zawiera ogromne ilości wysokiej jakości aminokwasów i białka, porównywane do kazeiny z mleka, a także szereg innych cennych składników takich jak: saponiny, działające przeciwalergicznie czy cenne flawonoidy. Jednak jej cena potrafi odstraszyć. Alternatywą jest nasza rodzima kasza gryczana. Tania i zdrowa. Może nie jest tak rewelacyjna w smaku i nie każdy ją lubi jednak również jest bezglutenowa i bogata w białko. Szczególnie polecana jest osobom cierpiącym na schorzenia układu krwionośnego, zagrożonych anemią, żyjących w ciągłym napięciu i stresie ze względu na wysoką zawartość żelaza, cukrzykom czy osobom z zaburzeniami czynności jelit. W przeciwieństwie do pozostałych kasz ma również działanie zasadotwórcze co jest kolejnym argumentem żeby jeść ją regularnie.



Orzechy włoskie vs. orzechy macadamia, brazylijskie itp.
Orzechy włoskie wyglądem przypominają mózg i to właśnie na niego oddziałowują najbardziej. Co prawda pięć sztuk ma tyle samo kalorii co pączek, to warto je włączyć na stałe do diety, ponieważ mają właściwości przeciwutleniające, a co za tym idzie spowalniają procesy starzenia się skóry. Są tanie i łatwo dostępne, najlepsze takie zebrane samodzielnie, co na naszej szerokości geograficznej nie powinno być problemem. Podczas zjazdu American Chemical Society przedstawiono badanie mówiące, że są najlepsze ze wszystkich rodzajów orzechów. Dzięki wysokiej zawartości fosforu świetnie wpływają na pracę mózgu, poprawiają pamięć i koncentrację. Zawierają również takie składniki jak białko, kwas linolenowy, z którego wytwarzane są cenne kwasy omega-3 oraz minerały: potas, magnez, cynk, wapń, i sporo żelaza. Garść orzechów włoskich dziennie zamiast ciasta do kawy, zapewni nam zdrowie na dłuższe lata.



Ziemniaki vs. bataty

Kto jadł słodkie ziemniaki, czyli bataty ten wie że nie da się ich porównać z niczym innym. Są miękkie, rozpływające się, kremowe i meega słodkie! Prócz walorów smakowych mają również wiele cennych składników odżywczych takich jak błonnik czy karotenoidy, jednak polskie ziemniaki wcale nie są gorsze pod tym względem, a przy tym znacznie tańsze. Ponadto odpowiednio przyrządzone smakują równie wybornie. A można z nich stworzyć naprawdę wiele, choćby placki ziemniaczane, frytki, w mundurkach, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Zwykłe ziemniaki są bogactwem witaminy C, PP, błonnika, cennej skrobi, a także witamin z grupy B. Wiele osób sądzi, że są tuczące, ale to mit. To sosy oraz dodatki do ziemniaków są tuczące, natomiast jeden średniej wielkości ziemniak zawiera zaledwie 80 kcal. 




Aronia vs. jagody acai
Obie są jagodami, obie posiadają szereg cennych składników zwalczających między innymi komórki nowotworowe, zapobiegających chorobom wieńcowym, miażdżycy, spowalniających procesy starzenia. Lecz to nasza polska rodzima aronia jest tańsza. Wiele leków syntetycznych można by było odstawić jedząc aronię i jej przetwory oraz zwracając większą uwagę na swoją dietę. Mimo, że jagody acai robią furorę jako środek wspomagający odchudzanie, trzeba pamiętać że aronia również ma te właściwości. Usprawnia przemianę materii i poprawia gospodarkę tłuszczową, a wszystko to dzięki wysokiej zawartości błonnika pokarmowego. 



Szpinak i jarmuż vs. chlorella i spirulina
Chyba wszyscy pamiętają bajkę z Popeyem, któremu rosły mięśnie od jedzenia szpinaku. Bajka była swego rodzaju propagandą stworzoną po to, aby dzieci jadły zieleninę. Było w tym dużo racji, gdyż zielonolistne warzywa (np. szpinak i jarmuż) zawierają mnóstwo betakarotenu, witaminy C oraz luteiny chroniącej nasze oczy, ponadto są nieocenione jeśli chodzi o zawartość minerałów takich jak potas czy magnez. Są także dobrym źródłem kwasu foliowego, dlatego powinny je jeść zwłaszcza kobiety w ciąży. W opozycji stoją chlorella i spirulina, czyli morskie algi. Są również bardzo bogate w składniki odżywcze, jednak to jak zwykle cena przemawia na ich niekorzyść. Wyhodowanie, wysuszenie i sproszkowanie takiej algi kosztuje znacznie więcej niż baldachim świeżego jarmużu od rolnika, z którego można przygotować koktajl, zupę czy zapiekankę. 




Źródła:
1, 2, 3, 4


Spodobał Ci się wpis? Polub na facebook'u! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ŻYJ ZIELONO , Blogger