MINIMALIZM - KIEDY MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ

Jeśli minimalizm nadal kojarzy się wam z wyrzucaniem rzeczy i ograniczaniem stanu posiadania do minimum, to muszę was wyprowadzić z błędu. 
Przeczytałam ostatnio książkę "Minimalizm po polsku" Anny Mularczyk-Meyer i mimo, że pojęcie minimalizmu jest mi znane od bardzo dawna, to autorka dała mi świeże spojrzenie na kwestię upraszczania sobie życia. 
Minimalizm. Czym jest? Skąd się wziął? Czy to filozofia, religia czy manifest przeciw konsumpcjonizmowi? 
Dzisiaj opowiem o mojej historii z upraszczaniem sobie życia, jak to wpłynęło na moje myślenie i dlaczego warto zainteresować się tą kwestią, jeśli przytłacza nas nie tylko nadmiar przedmiotów, ale też obowiązków i przeżyć. 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam do lektury! 




Żyjemy w czasach w których symbolem statusu społecznego jest posiadanie jak największej ilości jak najlepszych przedmiotów. Panuje moda na kupowanie, wszędzie atakują nas reklamy mówiące o tym co powinniśmy POSIADAĆ. Wyprzedaże, promocje, rabaty i tak dalej. Poszukujemy szczęścia gromadząc niesamowite ilości rzeczy. Ale czy tak naprawdę jesteśmy szczęśliwi wśród nich? Marnujemy nie tylko pieniądze, ale też czas na działania nie wnoszące nic pozytywnego do naszego życia. Kupujemy za dużo i za często, prowokowani jedynie chwilową zachcianką. Po co to robimy? Chyba sami za bardzo nie wiemy, a na tych którzy dobrowolnie rezygnują z posiadania patrzy się dziwnie. 
Minimaliści to ludzie którzy zamienili MIEĆ na BYĆ. Żyją według zasady im mniej tym lepiej. Minimalizm to koncepcja mówiąca o tym, że wartościowe życie niewiele ma wspólnego z posiadanymi dobrami materialnymi czy stanem konta. Minimalizm to nie tylko pozbywanie się przedmiotów, ale także wykluczanie ze swojego życia zbędnych działań. To ciągła nauka tego co jest dla nas, jako ludzi naprawdę ważne. Tego, że aby czuć się spełnionym i szczęśliwym człowiekiem wcale nie potrzebujemy pełnej szafy najmodniejszych ciuchów, najnowszego samochodu, czy torebek od najlepszych projektantów. 


MINIMALISTA - kto to taki? 


Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz za pieniądze, których nie masz, 
by zaimponować ludziom, których nie lubisz.

Powyższy cytat jakże smutny a zarazem prawdziwy. Kto z nas choć raz w życiu nie chciał komuś zaimponować?
Kim jest człowiek, który żyje według zasad minimalizmu? Wbrew pozorom to nie jest asceta, który żyje niczym pustelnik, choć i tacy się trafiają. Tak naprawdę, tylu ilu jest minimalistów - tyle jest sposobów na bycie nim.
Minimalizm to prostota w działaniu. To upraszczanie sobie życia jak tylko się da. Minimalistą może być każdy: bloger, który dużo podróżuje, a mimo to nie przywozi całego mnóstwa pamiątek z wycieczek, osoba religijna, świadomie żyjąca skromnie, dla której największą wartością są relacje z bliskimi a nie posiadane przedmioty, pracownik korporacji, dla którego najważniejsza jest jakość i funkcjonalność posiadanych przedmiotów, multimilioner, który dzięki swojej oszczędności jest dumny, że udało mu się zakupić stół do jadalni w promocji i nie przepłacić.
Wbrew powszechnemu konsumpcjonizmowi i manii kupowania, minimaliści stawiają bardziej na jakość posiadanych rzeczy aniżeli ich ilość.

W przeszłości uwielbiałam gromadzić przedmioty, ich posiadanie dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Gromadziłam wszelkiego rodzaju pamiątki z podróży, notatki ze studiów, stare dokumenty, bibeloty, ubrania, buty, książki, kosmetyki i wiele innych. Jednak im częściej się przeprowadzałam (w ciągu zaledwie 6 lat chyba z osiem razy), tym gorzej było z ogarnięciem tego wszystkiego. Pakowanie wszystkiego w pudła za każdym razem, było zbyt  uciążliwe. W końcu dotarło do mnie, że nie potrzebuję AŻ takiej ilości rzeczy. Że jestem przez nie przytłoczona i nieszczęśliwa. Kiedy zaczęłam się ich stopniowo pozbywać, poczułam się jakby spadło mi ze 30 kg z barków. Część rozdałam, część wyprzedałam, część została rozsiana gdzieś po mieszkaniach, w których mieszkałam. Czy tęsknię za tymi przedmiotami? NIE! Większości z nich nawet nie pamiętam, bo zrozumiałam, że liczy się coś znacznie ważniejszego w życiu. Mianowicie przeżywanie chwili z moimi najbliższymi.
Dzisiaj z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że im mniej posiadam - tym mniej mam zmartwień. Zanim coś kupię zastanowię się 3 razy czy naprawdę tego potrzebuję, nie podążam ślepo za modą, nie ulegam presji otoczenia, obok ofert z promocjami i rabatami przechodzę obojętnie. Nie kupuję czegoś tylko dlatego, że sąsiad ma. Niech sobie ma, przedmioty karmią tylko nasze ego. Nic więcej. Inspiracji szukałam w oczywiście w Internecie, wśród osób które wybrały minimalizm jako swój styl życia. Najpopularniejszy minimalista w Polsce, Orest Tabaka, pokazuje jak można przeżyć i w dodatku podróżować, posiadając naprawdę niewielką ilość przedmiotów. 

Minimalista stara się gromadzić przede wszystkim wspomnienia, chce bogacić się wewnętrznie, zdobywać nowe doświadczenia, poznawać nowe miejsca i ludzi, a także poświęcać się swoim pasjom zamiast rozdrabniać się na gromadzenie rzeczy, których przez większość czasu i tak nie używa. Minimalizm można stosować w każdej dziedzinie życia - w jedzeniu, gromadzeniu przedmiotów, poświęcaniu czasu na rozrywki, dbaniu o środowisko naturalne czy oszczędzaniu pieniędzy. Pomyśl o tym. 

MINIMALIZM SPOSOBEM NA LEPSZE ŻYCIE

Minimalizm stał się wyrazem wolności. W uporządkowanej przestrzeni lepiej się żyje. Kiedyś byłam w domu w którym gospodarze mieli mnóstwo książek. Minimalizmem bym tego nie nazwała, ponieważ książki były wszędzie, nawet w łazience. Jednak gospodarze mieli niesamowity porządek w domu - nigdzie nie zauważyłam walających się bibelotów, ozdób, papierów, zbędnych mebli czy innego rodzaju pierdół. A mimo to dom był przytulny i jednocześnie przestronny. Nie wiem czy byli minimalistami czy nie, po prostu nie komplikowali sobie spraw, a ta prostota mnie uwiodła. Po raz pierwszy zauważyłam, że ktoś wieczorem nie włącza telewizora, a siada z książką w ręku w fotelu i zaczyna czytać. Oni naprawdę z nich korzystali! Ile takich rodzin możecie wskazać?

Pamiętam, że u mnie w domu była komoda, w której mama trzymała szkło - jakieś szklanki, talerzyki, kieliszki, pierdołki - używane od wielkiego dzwonu. Kilka razy do roku musiałam myć całą tą gablotę i polerować wszystkie elementy. Nienawidziłam tego zajęcia, bo zabierało mi całe popołudnie (a mogłam w tym czasie robić coś zupełnie innego) i obiecałam sobie, że mój dom będzie praktyczny i nigdy nie będę poświęcała tyle czasu na jego sprzątanie.

Widziałam także dom, w którym panuje istny chaos. Rzeczy kupowane są pod wpływem impulsu, magazynowane w ogromnych ilościach, a domownicy korzystają z nich bardzo rzadko lub wcale. Piwnica zawalona zabawkami, z których dzieci dawno wyrosły, pokoje w których leżą sterty dokumentów, ubrań i kto wie czego jeszcze. Półki wypełnione kosmetykami, z których większość nie zostanie zużyta przed końcem terminu ważności, najnowszy telewizor, gry wideo, designerskie niepraktyczne meble.
Ten z pozoru panujący dobrobyt przytłacza i jest pewnego rodzaju marnotrawstwem. Po pierwsze ciężko odnaleźć cokolwiek w takiej przestrzeni, po drugie żeby znaleźć cokolwiek trzeba poświęcić na to czas, bo nic nie leży na swoim miejscu. Leo Babauta w książce pt. Minimalizm, mówi o tym, że marnotrawimy pieniądze magazynując przedmioty. Lepiej jest się ich pozbyć, zrobić segregację i uporządkować przestrzeń. Nie bądźmy sentymentalni, pomyśl o tym, że kiedy umrzesz Twoja rodzina zostanie z mnóstwem niepotrzebnych przedmiotów. Brzmi surowo i radykalnie, jednak lepiej jest kolekcjonować wspomnienia.

W minimalizmie liczy się przede wszystkim to, żeby przedmioty były praktyczne i nie zagracały swoją obecnością przestrzeni. Anna Mularczyk w swojej książce przypomina, że w naszym klimacie aby normalnie żyć, potrzebujemy trzech grup przedmiotów. Pierwsze to rzeczy służące do ochrony przed zimnem, gorącem, deszczem i innymi warunkami atmosferycznymi. Druga grupa to rzeczy służące przygotowywaniu posiłków, a trzecia to środki do higieny. Cała reszta to rzeczy opcjonalne. Warto o tym pamiętać, kiedy w głowie zakiełkuje myśl: muszę to mieć. Włochaty różowy pokrowiec na telefon? Nowe kolczyki, chociaż masz ich już z 50 par, kolejna piękna bluzeczka lub buty, wirująca kostka toaletowa czy krem na zmarszczki za uszami...  Między chcę a muszę jest zasadnicza różnica. Musimy jeść, pić, oddychać, spać i dbać o to, żeby nie zmarznąć, ani się nie przegrzać. Większość przedmiotów i tak przestaje być dla nas atrakcyjna już w momencie zakupu. Dlaczego? Ponieważ zaspokajamy tylko naszą zachciankę. Weryfikacja i eliminacja tego typu zachowań pozwoli zajrzeć w głąb naszego umysłu i ustalić priorytety, czyli to co dla nas naprawdę ważne. Nie jakieś tam bzdury z reklam.

KORZYŚCI Z MINIMALIZMU:
  • Minimalizm rozwija twórcze myślenie - w uporządkowanej przestrzeni łatwiej się skupić. Wyobraź sobie pomieszczenie, w którym nie ma nic więcej prócz krzesła, biurka i kawy na biurku. Miło pracować w otoczeniu, w którym nic nie rozprasza naszej uwagi. Zauważcie, że studenci przed sesją mają w zwyczaju sprzątać swoje otoczenie. Robią to instynktownie, gdyż uporządkowana przestrzeń nie rozprasza i można się wtedy skupić na tym co dla nas istotne, w tym przypadku na nauce. 
  • Oszczędza pieniądze - uczy nas odróżniania tego, co ważne od tego, co pochłania naszą uwagę i generuje koszty. Od teraz każdy zakupiony przedmiot jest przemyślany, ma unikalną funkcję i wnosi coś konstruktywnego do Twojego życia. 
  • Daje wolność -  uwolnisz się od strachu, czy dasz radę na to wszystko zarobić. Uwolnisz się od konsumpcyjnej kultury, presji posiadania, fali głupoty i tandety którą kreują dzisiejsze media. Pomyśl też ile zaoszczędzisz czasu, gdy nie będziesz musiał sprzątać tych wszystkich bibelotów u siebie w mieszkaniu. 
  • Troszczy się o środowisko naturalne - toniemy w śmieciach, taniej elektronice, plastiku i ciuchach które trzeba co chwile wymieniać. Trujemy planetę od momentu produkcji do momentu kiedy musimy pozbyć się niepotrzebnych, czy zużytych rzeczy. 
  • Ułatwia wytworzenie prawidłowych nawyków żywieniowych, głównie poprzez ograniczenie kupowania. Zaczynasz interesować się tym jaka jest prawdziwa wartość kupowanej żywności i wybierasz taką która będzie Cię prawdziwie odżywiać. Rezygnacja z ilości na rzecz jakości także pozwala dostrzec prawdziwy smak pokarmów. Najbardziej wyszukana kuchnia molekularna świata nie będzie smakowała tak dobrze, jak kromka świeżego wiejskiego chleba z prawdziwym masłem i pomidorem z wiejskiej uprawy. 




Chcesz być na bieżąco i spodobał Ci się dzisiejszy wpis?
Koniecznie polub mnie na facebook'u i udostępnij znajomym!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 ŻYJ ZIELONO - FOR BETTER LIFE , Blogger