JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE, CZYLI JAK ZIELONE ŻYCIE POMNOŻYŁO MOJE OSZCZĘDNOŚCI

W kontekście nadchodzących wyborów i wizji zrujnowanej gospodarki myślę, że temat zdecydowanie na czasie 😅😅😅
Słyszeliście kiedyś, taki argument że dieta roślinna jest droga i dlatego ludzie się na nią nie decydują? Albo, że bycie eko jest straasznie drogie i w ogóle kogo na to stać? Dzisiaj postaram się obalić te mity i udowodnić, że 
przy niewielkim wysiłku spokojnie można się wyżywić już za 10 zł dziennie, spokojnie można przestać wydawać pieniądze na zbędne kosmetyki oraz że spokojnie można obyć się bez samochodu! Nie wierzycie? Dzisiaj pokażę Wam jak poradziłam sobie ze znalezieniem dodatkowych pieniędzy w budżecie wprowadzając właśnie kilka zmian, o których wspominałam już w poście "Jak żyć zdrowo i zielono (i przy tym nie zwariować)". Postaram się również przekonać Was do regularnego kontrolowania swojego domowego budżetu i wprowadzeniu kilku zielonych zasad, które wam w tym pomogą ;) 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam do lektury! 





Nawyk oszczędzania nie zawsze był obecny w moim życiu. Na szczęście czasy, kiedy potrafiłam tylko puszczać kasę z dymem już za mną i teraz prezentuję inną postawę oraz filozofię oszczędzania. Nawyk oszczędzania pojawił się w moim życiu dopiero 5 lat temu, ale w bardzo krótkim czasie nauczyłam się wykorzystywać oszczędzone środki na: po pierwsze ich pomnażanie i inwestycje, a po drugie na poszerzanie swojej wiedzy, co zaczęło mi w tym roku bardzo procentować. 

Oszczędność na jedzeniu

Kiedy zmieniłam swoje nawyki żywieniowe, a potem przeszłam na dietę roślinną, zauważyłam że wydaję znacznie mniej na jedzenie. Wynikło to także z tego, że przez większą część tygodnia gotuję w domu i rzadko pozwalamy sobie na szaleństwa w postaci wyjść do restauracji czy zamawiania gotowców. Staram się gotować sezonowo, co przekłada się na niższe ceny jedzenia oraz uczę się wykorzystywać maksymalnie każdy produkt tak, aby nie wyrzucać niczego do kosza. 
Więcej na temat oszczędności na jedzeniu przeczytasz tutaj: 








Zupa musztardowa z jajkiem🙃🌿💚🥚 (230 kcal, B12 T12 W20) Co powiecie na takie danie? 😄 Pomysł podsunął mi mój luby @leverpk i pierwsza myśl jaka przebiegła mi przez głowę to: "co to za paskudztwo". Ale pomyślałam, w sumie czemu by nie spróbować i wiecie co? Baaardzo pozytywnie się zaskoczyłam 😃 dawno nie jadłam czegoś tak oryginalnego w smaku. Połączenie musztardy francuskiej z warzywami i bulionem sprawiło, że moje kubki smakowe eksplodowały! Czegoś takiego się nie spodziewałam po daniu, które z pozoru wydało mi się obrzydliwe 😁 przepis z tych co koniecznie trzeba spróbować! Składniki (na 4 porcje): - 2 litry bulionu warzywnego - 2 marchewki - 2 średniej wielkości ziemniaki - nieduży por - pół cebuli - 10g oliwy z oliwek - 3 łyżki musztardy francuskiej - łyżka musztardy sarepskiej - śmietana (opcjonalnie) lub mąka do zagęszczenia - 4 jajka Wykonanie: w Wszystkie warzywa dokładnie umyć i pokroić w kostkę. Na dnie garnka z grubym dnem rozgrzać oliwę, wrzucić wszystkie warzywa i podsmażać przez kilka minut. Po tym czasie zalać wszystko bulionem i gotować do miękkości. Kiedy warzywa będą miękkie, zblendować na gładki krem i ostudzić. W miseczce wymieszać łyżkę mąki z dodatkiem wody i musztardy, lub samą musztardę ze śmietaną. Aby nie doszło do "zważenia" się do miseczki z musztardą należy powoli wlewać chochlą zblendowaną zupę i energicznie mieszać, a następnie zawartość miski przelać do garnka z zupą i również energicznie zamieszać. Gotowe danie podawać z jajkiem na twardo lub grzankami. #jemrosliny #jemzielone #zdrowejedzenie #dietabezdiety #dieta #dietaroslinna #roslinniejemy #pysznejedzenie #smacznieizdrowo #szybkieprzepisy #szybkoismacznie #fitobiad #zdrowyobiad #obiad #wegetarianka #wegetariańskie #wegeobiad #wegeprzepisy #zdrowienatalerzu #zdrowadieta
Post udostępniony przez ŻYJ ZIELONO (@zyjzielono)





Oszczędność na kosmetykach i ubraniach

W tych obszarach zawsze uznawałam minimalizm, o czym możecie przeczytać w tekście Minimalizm - kiedy mniej znaczy więcej. Zapytacie jak to realnie wpłynęło na mój budżet? Otóż kupuję kosmetyki i ubrania kiedy NAPRAWDĘ MUSZĘ, a nie kiedy jest wyprzedaż czy promocja w sklepie. Co dzięki temu zyskuję?

  • nie mam w domu sterty kosmetyków, których nigdy nie zużyję do końca 
  • niepotrzebne rzeczy zalegające w domu to tak naprawdę zamknięte pieniądze, które ciężko będzie odzyskać, ja staram się tego unikać 
  • mam pewność, że to co posiadam zostanie całkowicie wykorzystane zanim trafi do kosza - po latach nauczyłam się już filtrować zabiegi mające na celu zachętę do konsumpcjonizmu. 

Do makijażu używam jedynie kosmetyków mineralnych, które są mega wydajne i w dodatku pielęgnują skórę w przeciwieństwie do drogeryjnych podkładów. Jakiś czas temu postanowiłam także, że przez rok nie kupię żadnych ubrań i będę chodzić tylko w tym co mam, ewentualnie będę posiłkować się lumpeksami (które swoją drogą uwielbiam i które przez jakiś czas stały się moim uzależnieniem 😅), a kolorowe kosmetyki łazienkowe zamieniłam na zwykłe mydło i olej kokosowy. 








Mówcie mi Królowa Lumpeksów w koronie z kwiatka 😁 Chciałam podzielić się refleksją na temat konsumpcjonizmu. Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, ale co mi tam... W dobie tanich ciuchów, sieciówek i blogerek modowych, króluje przekonanie, że aby dobrze wyglądać trzeba trzeba wydawać mnóstwo kasy na ubrania, kosmetyki i inne pierdoły mające poprawić wygląd. No właśnie nie... Jestem tego żywym przykładem i zarówno sukienka jak i kurtka pochodzą z drugiej, a może i nawet trzeciej ręki. Rzadko kupuję ubrania, ale jeśli już to przez ostatnie 2 lata tylko w lumpach. Powody są dwa - po pierwsze oszczędność, a po drugie troska o środowisko. Takie góry śmieci jak na drugim zdjęciu to już norma i dzieje się to również w Polsce (btw zdjęcie pochodzi z Polski). Sieciówki zalewają rynek tanim odzieniem, z którym potem nie ma co robić... W świecie, gdzie mówi się o globalnym ociepleniu, oszczędzaniu wody, redukcji plastiku, rezygnacji z jedzenia zwierząt na rzecz roślin, jest jeszcze aspekt ubrań, które przecież nosimy wszyscy i które wykonane ze sztucznych tkanin w taki sam sposób zagrażają środowisku. Kupujmy odpowiedzialnie, kupujmy z głową, nie wyrzucajmy starych ubrań, naprawiajmy je, a tego czego nie da się naprawić wykorzystajmy w inny sposób! Żyjmy zielono to może uda nam się uniknąć zagłady za kilkadziesiąt lat. 🤗🤗🤗🤗🤗🤗🤗 📸 @leverpk #secondhandshopping #stylewoman #stylish #secondhand #reusable #responsibleshopping #instamood #modazagrosze #kobieta #style #polskakobieta #polishgirl #ireland #fashionforlife #landscape #queenofbeauty #veganlifestyle #vegan #odpowiedzialnamoda #kupujodpowiedzialnie #kupujzglowa #stopkonsumpcji
Post udostępniony przez @ p.klonowska

Oszczędność na rozrywce i wydawaniu "na mieście"

O tak, to zdecydowanie mój konik! Jestem ascetką, jeśli chodzi o rozrywkę. Dobry film, czy serial w domowym zaciszu w zupełności mi wystarcza. I przekładam tego typu przyjemność nad wyjścia do zatłoczonych klubów pełnych pijanych ludzi. Nie mówię, że nie chodzę na imprezy, bo chodzę, ale zdecydowanie bardziej wolę festiwalowy klimat dużych imprez muzycznych niż zatłoczone i ciasne małe kluby, bądź puby.  Tego typu podejście sprawia, że nie wydaję pieniędzy w każdy weekend, tylko odkładam na jedno konkretne wydarzenie, które utkwi mi w pamięci znacznie dłużej niż kolejne wyjście do tego samego klubu w mieście. To samo dotyczy się nie tylko wieczorów/weekendów, ale także dziennych wyjść na kawkę do kawiarni z koleżanką czy lunch w barze obok w trakcie pracy. Koleżankę wolę zaprosić do siebie, lub wpaść do niej, lunch zabrać w pudełku ze sobą, a ze znajomymi zamiast na piwo, wolę wyjść na spacer lub wycieczkę rowerową po okolicy. Taniej, zdrowiej i bardziej eko ;) 


Oszczędności realne oraz "gdzie jest moje ferrari" - czyli podsumowanie 

Oczywiście każdy ma swoje priorytety i nie każdy musi żyć tak jak ja wg ustalonego harmonogramu oszczędzania. Chcę tylko Wam pokazać jakie ja stosuję sposoby i jak to ma się do mojej realnej sytuacji materialnej. Jak rzuciłam palenie zioła, a wcześniej fajki, obliczyłam ile kasy puściłam z dymem. Nie pamiętam już jaka to była suma, ale pamiętam, że przyprawiła mnie o zawrót głowy. Gdybym te pieniądze regularnie odkładała zamiast przepalać, mogłaby być to niezła sumka np. na wkład we własne mieszkanie. No ale człowiek był młody, głupi i nie miał odpowiednich wzorców. Dopiero po latach nauki zarządzania domowym budżetem zbudowałam stabilność finansową i tzw. poduszkę bezpieczeństwa. Jeszcze nie jest to poziom, który mnie satysfakcjonuje, aczkolwiek podążając za poniższą listą, będzie to łatwe do zrealizowania w ciągu najbliższych kilku lat. 

Więc tak: 

  • DŁUGI / KREDYTY - Nigdy nie miałam i nie mam kredytu, a co za tym idzie nie mam żadnych finansowych zobowiązań ani rat do spłacania. Daje mi to niesamowitą wolność, jeśli chodzi o wybór miejsca zamieszkania i rodzaju pracy. Wiele ludzi żyje z kredytem, bojąc się utraty pracy której nie cierpią, bo zwyczajnie nie mają wyboru. Tkwią w jednym punkcie, ponieważ sytuacja materialna nie pozwala im ani na przeprowadzkę, ani na realizowanie swoich prawdziwych marzeń. Ja wybrałam życie bez kredytu, mimo że może się to wydawać radykalne w czasach wzmożonego konsumpcjonizmu. Jeśli kupuję jakiś sprzęt - to ZAWSZE jest to gotówka. Wyznaję zasadę, że jeśli nie mam gotówki na kupno danej rzeczy/wyjazd czy cokolwiek, to zwyczajnie mnie na TO NIE STAĆ w danym momencie. Niestety dużo osób zamiast odłożyć pieniądze i kupić za jakiś czas, to kupują na raty, biorą kredyty na śluby, samochody mieszkania, ponieważ chcą mieć wszystko na już i ponieważ taki styl życia narzuca im społeczeństwo. Niestety potem muszą więcej pracować, żeby te wszystkie raty spłacać przez kolejne 20 czy 30 lat. Nie dziękuję, nie dla mnie takie życie. Powiecie, że nie mam przez to historii kredytowej i w przypadku, kiedy będę potrzebować środków np. pod jakąś inwestycję biznesową, to mogę mieć problem z ich uzyskaniem. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, ale są inne sposoby na wyrobienie sobie historii kredytowej niż zaciąganie długów :) 
  • WYJAZDY / URLOPY / WAKACJE - Nie muszę "zaciskać pasa" żeby pojechać na wakacje. Przy obecnych priorytetach oraz dla zachowania kondycji psychicznej wyjeżdżamy średnio 2-3 razy w roku na krótsze wypady, oczywiście moglibyśmy częściej i na dłużej, ale tak jak wspomniałam są rzeczy ważne i ważniejsze. Z tym związana jest jedna z moich zasad odkładania do kopert. Tutaj również mam taką kopertę podpisaną PODRÓŻE. Tu każdego tygodnia (mam wypłaty tygodniowe), trafia określona suma pieniędzy, którą potem spokojnie możemy przeznaczyć na wszelkiego rodzaju wyjazdy i rozrywkę, bez wyrzutów sumienia, że nam potem nie wystarczy do 1-go. Kwota ta odkładana jest każdego tygodnia, niezależnie od tego czy akurat planujemy jakiś wyjazd czy nie, te pieniądze zawsze tam trafiają. 
  • WSPOMNIENIA ZAMIAST RZECZY - wyznaję minimalizm w każdej dziedzinie życia, o czym pisałam już kiedyś w tekście Minimalizm - kiedy mniej znaczy więcej. Ostatnio również kolekcjonuję wspomnienia uwieczniane de facto aparatem z drugiej ręki. Mniej rzeczy w domu to mniej zmartwień, mniej sprzątania, mniej pieniędzy (które można wykorzystać w inny sposób) zamkniętych bezpowrotnie w przedmiotach. Zamiast kupować kolejną bluzkę, pierdoły do domu, tony kosmetyków, robić paznokcie czy doklejać sobie sztuczne rzęsy, zainwestuj w kurs rozwoju osobistego, kup książkę, która da Ci wiedzę z zakresu zarządzania pieniędzmi lub odłóż te pieniądze na podróże, które dadzą Ci szersze spojrzenie na świat.
  • BRAK SAMOCHODU - Nie mam samochodu i jest to świadoma decyzja, która wiąże się z pewnymi niewygodami - mam za to rower. Dlaczego nie mam samochodu? Nigdy nie czułam takiej potrzeby, ponadto brak samochodu powoduje, że nie muszę wydawać pieniędzy na ubezpieczenie, paliwo, naprawy, konserwację itp. i dzięki czemu te pieniądze zostają w mojej kieszeni. Kiedy przyjechaliśmy do Irlandii rozważaliśmy kupno jakiegoś małego autka, jednak kiedy obliczyliśmy ile byśmy musieli wydać, to równie dobrze mogliśmy zostać w Polsce i w ogóle nie odkładać pieniędzy. Co prawda czasami brak samochodu bywa dokuczliwy, kiedy trzeba np. szybko się gdzieś przemieścić na dużych odległościach, ale transport publiczny spisuje się równie dobrze. Oczywiście, kiedyś z pewnością zdecyduję się na kupno samochodu, lecz teraz nie mam takiej potrzeby. 
  • INWESTYCJE - Ostatnią rzeczą na tej liście są inwestycje. Naszą ostatnią inwestycją jest nieruchomość, którą udało nam się kupić po niecałych dwóch latach odkładania za gotówkę, oraz drobniejsze inwestycje monetarne mające na celu pomnożenie kapitału w dłuższej perspektywie czasu. Mam także kopertę, z której środki wykorzystywane są przede wszystkim na mój rozwój, wiedzę oraz książki. Uważam, że inwestycja w swój rozwój to najlepsza zwrotna inwestycja jaką można zrobić. Im masz większą wiedzę, im lepszym jesteś specjalistą, im masz wyższe kompetencje - tym jesteś bardziej atrakcyjna/y na rynku pracy. Podam wam przykład: dzięki takim książkom jak "Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale" oraz "Zasługujesz na sukces" autorstwa Kamili Rowińskiej (tu możesz pobrać bezpłatny e-book pt. 7 kroków do osiągania ambitnych celów) i wprowadzeniu porad w życie zawodowe ze zwykłej barmanki, w ciągu zaledwie kilku miesięcy awansowałam na kierownika sali i obecnie zarządzam pięcioosobowym zespołem. Dzięki temu podniosły się nie tylko moje kompetencje i kwalifikacje, ale przede wszystkim moje zarobki. Jest to dowód na to, że żeby obejmować kierownicze stanowisko, wcale nie trzeba mieć ukończonych wyższych studiów, aczkolwiek ja nie namawiam nikogo do rzucania uczelni tak jak było w moim przypadku ;) 

Powyższe zasady pozwoliły mi na zbudowanie stabilizacji finansowej w bardzo krótkim czasie, przy wykorzystaniu maksymalnie tych zasobów, które już mam. Tych pięć zasad realnie wpłynęło na moje finanse. Pisząc ten tekst przyszła mi do głowy jeszcze jedna zasada, a bardziej cecha charakteru, którą każdy powinien sobie wykształcić. Jest to samodyscyplina, która jest kluczowa w przypadku odkładania pieniędzy. Samodyscyplina sprawi, że odłożysz taką sumę pieniędzy która Cię usatysfakcjonuje oraz zmienisz swoje codzienne nawyki. Nie osiągnęłam jeszcze co prawda tzw. wolności finansowej, ale jestem przekonana że zasady, które stosuję, przy planie na życie jaki sobie założyłam, pozwolą mi to osiągnąć przed 40-stką, tak żebym nie musiała martwić się o emeryturę, oraz o to co nam rząd wymyśli ;) 









Spodobał Ci się wpis? 

Polub na facebook'u i udostępnij znajomym! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ŻYJ ZIELONO , Blogger