KIEDY ROZUMIESZ ŚWIAT, CZYLI RIKI -TIKI NARKOTYKI

Czasem przychodzi taki moment w życiu, że zaczynasz rozumieć otaczający Cię świat. Dociera do Ciebie to, że wszystko na Ziemi jest ze sobą połączone. Ludzie, wydarzenia, miejsca. Te dobre i te złe. Zaczynasz rozumieć rzeczy, które dzieją się wokół Ciebie, a na które nie masz tak do końca wpływu. Uwiadamiasz sobie krążącą wokół Ciebie energię. Zaczynasz karmić swoje ciało prawdziwym jedzeniem, zdrowym, naturalnym. Pojmujesz, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że każde zdarzenie jest zdeterminowane tym co wydarzyło się w przeszłości. Odrzucasz stereotypy, dogmaty, wychodzisz poza matrix. Brzmi jak jakaś herezja, prawda? Możliwe. Czasem dzieje się to pod wpływem jakiegoś impulsu, traumatycznego przeżycia, czasem po prostu przychodzi samo z siebie, albo musisz nad tym popracować, a jeszcze innym razem pod wpływem substancji odurzających.
To, co tutaj przeczytacie, będzie pewnie zaskakujące dla niektórych, zwłaszcza dla tych którzy znają mnie osobiście. Wiele faktów ze swojej przeszłości skrzętnie i skutecznie ukrywałam przed najbliższymi. Jednak mam dość ciągłych tajemnic, dlatego powstał ten post. 
Ma nie tylko opowiadać moją historię, ale także przestrzec innych przed popełnianiem podobnych błędów. 

Zapraszam do lektury! 





JUST FLOW TODAY

Byłam uzależniona od narkotyków. Od około 4 lat nie biorę amfetaminy, a od około roku nie palę marihuany. Byłam ćpunką i to piętno zostanie ze mną do końca życia. Kiedyś brałam codziennie, a wszystko zaczęło się jakoś w trzeciej klasie liceum. Za długo by opowiadać jak to się stało, ale wystarczy, że masz problemy z poczuciem własnej wartości, problemy i przemoc w domu, zaburzenia psychiczne, nerwicę i wystarczy, że napotkasz nieodpowiednich ludzi na swojej drodze, którzy proponują Ci działkę albo dwie dla zapomnienia o wszystkim.
Ale nie na tym chciałam się skupić, a mianowicie na tym jak palenie trawy pomogło mi wyjść z ciągu amfetaminowego, a następnie jak zażycie innych substancji wpłynęło na moje postrzeganie otaczającej mnie rzeczywistości.



Amfetamina wyniszczyła moje ciało i mój umysł. Byłam chuda, agresywna, wyobcowana, piłam dużo alkoholu, nie jadłam za wiele, nałogowo paliłam papierosy. Przez ćpanie najpierw zawaliłam jedne studia, a potem drugie. W tym czasie zaczęłam popalać coraz więcej trawy, ponieważ pozwalała mi zasnąć i się odprężyć. Kiedy rano waliłam krechę na obudzenie, to wieczorem spalałam lufkę albo dwie. Dzięki temu mogłam coś zjeść a potem iść spać. Tak to mniej więcej wyglądało. Stany depresji i euforii na przemian. Dzikie kilkudniowe imprezy, zarwane nocki, życie na fali. By potem przez kilka dni nie wychodzić z łóżka. Tak upłynęło parę ładnych miesięcy, a biały pył zawładnął moim życiem. Gdyby moja rodzina wiedziała co się ze mną wtedy działo, z pewnością wysłałaby mnie na odwyk i miałaby rację. Pewnego dnia pod wpływem pewnych wydarzeń, nadszedł moment że nie chciałam już więcej wciągać. Przestało mi się to podobać. Moje ciało zaczęło się buntować, często leciała mi krew z nosa (rozwalone zatoki od wciągania), byłam apatyczna, brakowało mi energii. Wyglądałam jak chodząca śmierć. Przerzuciłam się całkowicie na trawkę, gdyż nie wywoływała takiego spustoszenia w moim organizmie.

Dzisiaj czuję, że płynę. Płynę z prądem życia. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem. Akceptuję wszystko co się wydarza, kreuję swoje życie korzystając z prawa przyciągania. Myślę pozytywnie. Nie popełniam już tych samych błędów. Nie jestem już zamroczona. Jestem szczęśliwa.




MARIHUANA - MOJA PIERWSZA MIŁOŚĆ

Nie wiem jak to się stało ale, to ona otworzyła mi czakrę trzeciego oka. Najważniejszą czakrę moim zdaniem (więcej o czakrach tutaj KLIK). Kazałam wytatuować sobie nawet wielkie oko na plecach. Myślę, że ono mnie czasem strzeże mimo, iż wygląda dość groteskowo. Dzięki trawce zaczęłam zgłębiać swój umysł, poznawać swoją osobowość na nowo, zainteresowałam się odżywianiem i tym co karmi nasz mózg. Z każdym wypalonym kawałkiem zielonej wspaniałości poszerzały się moje horyzonty myślowe. Godzinami potrafiłam kontemplować drzewa za oknem, będąc na głębokim trasnowym haju, albo jeździć rowerem po lesie i przyglądać się naturze. Nareszcie mogłam MYŚLEĆ, UWALNIAĆ SWÓJ UMYSŁ, amfa mnie otępiała. W takim stanie można poczuć więź z naturą, poczuć duchy drzew, magię istnienia (swoją drogą polecam artykuł: https://magivanga.wordpress.com/2017/06/19/uzytkownicy-marihuany-sa-szczesliwsi-i-odnosza-wiecej-sukcesow-twierdzi-nowe-badanie/).



Las i kolor zielony od dzieciaka był mi bliski, a tak się złożyło że teraz mieszkam w Irlandii, jednej z najbardziej zielonych wysp na świecie. Przypadek? Nie sądzę. Przypadki nie istnieją.
Ta wolność podczas jazdy rowerem sprawiała, że czułam się beztrosko i to nauczyło mnie uważności oraz doceniania małych rzeczy. Do tej pory bez roweru czuję się jak bez ręki.
Dzisiaj nadal czuję się beztrosko, nie skupiam się na problemach lecz raczej na ich rozwiązywaniu. Wtedy poczułam się jakby ktoś zdjął mi zasłonę z mózgu, zaczęłam chłonąć wiedzę jak gąbka. Trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy pokazali mi właściwą drogę. Żałowałam przerwanych studiów z geografii, lecz zrozumiałam, że tamten kierunek nie był dla mnie. Po odstawieniu amfy nie chciałam przytyć, a wiedziałam, że jak będę jarać to będę żreć bez opamiętania (miałam apetyt za pięciu chłopa), dlatego musiałam znaleźć sposób aby móc palić trawę i jeść ale nie przytyć. Nie miałam pojęcia jaką potężną bronią zacznę władać. Czyż nie tak właśnie rodzi się pasja? Z próby rozwiązania problemu? Dzisiaj mogę powiedzieć, że mam całkiem sporą wiedzę z zakresu odżywiania, ukończyłam 2 kursy dietetyki i nie zamierzam na tym poprzestać. Prawda jak przewrotne potrafi być życie? Od ćpania do dietetyki. Widocznie tak miało być. I tu znów dodam, że nic nie dzieje się bez przyczyny... Nawet kiedy to piszę, czuję dziwne mrowienie wzdłuż kręgosłupa.

Zaczęłam interesować się sportem, ćwiczeniami, jogą, wegetarianizmem, metafizyką i ajurwedą. Zazwyczaj jarałam wieczorami, na wyciszenie, uspokojenie, medytację i lepszy sen. W bardzo krótkim czasie moja samoświadomość podskoczyła dwu albo trzykrotnie w górę. Zerwałam kontakty z ludźmi którzy ciągnęli mnie w dół i całkowicie zmieniłam swoje życie. 
Nie potrzebowałam odwyku, ani pomocy innych aby wyjść z nałogu. Determinacja wystarczyła aby zmienić swoje nawyki. Dokonałam tego SAMA, co sprawiło że czuję się silniejsza niż kiedykolwiek.
Lecz wtedy w pewnym momencie przyszedł KRYZYS.


PSYCHODELIKI - MIŁOŚĆ NUMER DWA 

Stanęłam w miejscu, w głupiej pracy, której szczerze nienawidziłam, z bardzo wąskim kręgiem znajomych i w związku, który całkowicie obdzierał mnie z dobrej energii.
Po drodze zdążyłam jeszcze parę razy spróbować innych narkotyków, między innymi trufli holenderskich, różnego rodzaju pigułek ekstazy, MDMA, mefedronu, czegoś z rodzaju tryptamin (tu miałam niesamowicie złego psychodelicznego tripa, który był spowodowany zbyt dużą dawką) i czegoś co było podobne do LSD (karton). Od tych substancji raczej ciężko się uzależnić, mimo że wywołują niesamowitą zmianę percepcji i postrzegania otaczającej nas rzeczywistości...


Wracając do początku mojego posta i refleksji na temat tego, że nic nie dzieje się bez przyczyny chcę tutaj zaznaczyć, że to właśnie MDMA działające euforycznie, tryptamina i karton dały mi wgląd w najodleglejsze miejsca mojego umysłu i mojej świadomości, niedostępne dla normalnego człowieka. Zrozumiałam po co żyję, zrozumiałam że nasze ego jest bez znaczenia, pojęłam istotę rzeczy. Substancje zwane psychodelikami sprawiły, że zaczęłam dostrzegać sprawy dotychczas dla mnie nieistotne takie jak możliwość oddychania, chodzenia, widzenia, dotyku. Po kartonie widziałam rzeczy, które ciężko opisać słowami. Miałam wrażenie, że chodzę po własnym mózgu. Ciemne mroczne postacie goniące mnie po lesie, były odzwierciedleniem tego co siedziało w mojej głowie. Odbyłam metaforyczną walkę z nimi, opuściłam strefę mroku, po czym zalała mnie fala dobra, kolorów i fraktali. To sprawiło, że tamtego dnia, a raczej wieczora, nieco ponad rok temu, leżąc na plaży i podążając wzrokiem za ręką, którą malowałam fraktale, stałam się inną osobą. Zdałam sobie sprawę, że nikt nie przeżyje mojego życia za mnie, że pora wyjść z kokonu, rozwinąć skrzydła i żyć po swojemu. Odrzucić to co było, odpuścić i wejść na nowy poziom. Pozostawić za sobą wszystko to, co nie rozwijało i hamowało.



PEŁNA ŚWIADOMOŚĆ ISTNIENIA 

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Nikt mi nie pomógł w wychodzeniu z uzależnienia. Ćpun zawsze pozostanie ćpunem - zmienia się tylko rodzaj uzależnienia. Do prymitywnych praktyk brania narkotyków nie wrócę, ale jeśli będę miała kiedykolwiek okazję wejść na inny poziom świadomości dzięki roślinom - z pewnością skorzystam. Wszystko zawdzięczam wyłącznie sobie, swojej silnej woli i charakterowi. Ćpanie jest dla słabych ludzi i zawsze będę to powtarzać. Mimo to, nie żałuję ani jednej wciągniętej kreski, ani jednego wypalonego jointa, ani żadnej innej zażytej substancji psychodelicznej. Jednak mam tą świadomość, że w oczach innych ludzi to przez narkotyki i nieodpowiednich ludzi zaprzepaściłam kilka lat swojego życia. Lecz gdyby nie to, nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz, nie postrzegałabym świata w taki sam sposób jak teraz. Nie byłabym w stanie wyciągnąć wniosków i naprawić swoich błędów. Nie namawiam nikogo do palenia ani do brania narkotyków, opisuję jedynie własne odczucia, na każdego zadziała to inaczej. Przeszłość już nigdy nie wróci, nie jestem w stanie naprawić wszystkiego, ale dzięki tym doświadczeniom wyszłam z matrixu, a wiele rzeczy, które nadal pozostają niezrozumiałe dla normalnych ludzi, dla mnie stały się jasne...
Mam pełną świadomość istnienia.
Przeżyłam swoje własne piekło.
Dzisiaj jestem w raju.



Przypadki nie istnieją. Wszystkie rzeczy, które się zdarzają, zdarzają się w jakimś celu. 
Mark Twain


Nawet to, że czytasz ten post nie jest przypadkiem...

Jeśli spodobał Ci się wpis, nie zapomnij polubić mnie na facebook'u!



PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy blog! Dlaczego taki tu mały ruch?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, ruch się zwiększa. Myślę, że czytelnicy potrzebują nieco czasu aby się przekonać do czasami rozbieżnej tematyki ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 ŻYJ ZIELONO , Blogger