BIAŁKO ORAZ WITAMINA B12 W DIECIE WEGETARIAŃSKIEJ I WEGAŃSKIEJ - CAŁA PRAWDA

Temat białka i B12 dla roślinożerców to nic nowego. Ile razy jako wegetarianie czy weganie natknęliście się na informacje o niedoborach witaminy B12? Ile razy zadawano wam pytanie: skąd Ty bierzesz białko? Ile razy mówiono wam że dieta roślinna jest niedoborowa a białko z roślin jest niekompletne? Większość z was zapewne drży na samą myśl o konsekwencjach niedoborów tych składników odżywczych, więc kupujecie produkty forytfikowane w B12, uzupełniacie białko w diecie roślinami strączkowymi, komponujecie swoje posiłki tak aby nie zabrakło w nich żadnego składnika. Ale czy słusznie? Czy to wszystko ma przełożenie na zdrowie długoterminowe? Dzisiaj rozprawimy się z mitami na temat białka oraz aktywnej formy witaminy B12 w dietach roślinnych.  Po przeczytaniu tego artykułu będziecie wiedzieli co odpowiadać na wszystkie dziwne pytania innych ludzi, nie będących wege.  
Zapraszam do lektury! 






BIAŁKOWE MITY

Białko dla człowieka jest materiałem przede wszystkim budulcowym. Z białka składają się nasze mięśnie, mózg i wszystkie tkanki. Z tego co naucza się na studiach z dietetyki około 10-15% naszej diety powinno składać się z białka (dla człowieka o wadze 75 kg wartość ta powinna wynosić około 67 g/d). Przestrzega się nas przed niedoborami białka, w postaci chorób takich jak kwashiorkor (tak na marginesie na tę chorobę chorują głównie małe dzieci w krajach Trzeciego Świata, gdzie niedobory występują nagminnie z powodu chronicznego niedożywienia. Choroba ta wynika nie tylko z braku białka, ale także wielu innych składników odżywczych). 

Gdzie występuje białko? Wbrew obecnym trendom i wszędzie rozpowszechnianym mitom, występuje wszędzie. Lecz nie jako białko globularne (w jednej cząsteczce), a w mniejszych jego częściach czyli aminokwasach. Aminokwasy występują niemal w każdym produkcie żywnościowym. W jednych jest ich mniej, w innych więcej. Pewien doktor o nazwisku Adiel Tel-Oren (sam jest weganinem od wielu lat) w swoim wykładzie na temat białka mówi, że biologicznie wcale nie potrzebujemy AŻ takiej dużej ilości białka w diecie jak uważano do tej pory i jak nam się cały czas wmawia. Jednak społeczeństwo zjada znacznie większe ilości białka niż nawet potrzebuje. Naukowiec podaje wartość około 35 g na dobę jako wystarczającą ilość do prawidłowego funkcjonowania. Wiele osób zapewne złapie się za głowę, gdyż większość z was zjada drugie tyle. Według dietetyków zdrowy dorosły człowiek powinien zjadać 0,8 -1,0 g białka na kilogram masy ciała, a sportowcy jeszcze więcej. Naukowiec mówi, że mity te propagowane są szczególnie przez przemysł mleczarski i mięsny. Większość z tego co zjadamy i tak zostaje wydalona z organizmu, ponieważ biologicznie nie jesteśmy w stanie przetworzyć takich ilości jakie sobie dostarczamy, zjadając więcej białka niż potrzebujemy doprowadzamy także do zakwaszenia organizmu oraz możemy przyczynić się do powstawania komórek nowotworowych. Dalej chcecie jeść wasze białko? Na potwierdzenie wrzucam ten wykład abyście sami mogli wysłuchać co doktorek ma do powiedzenia, a gada całkiem mądrze 😏 


Goryl nie je mięsa, a jest duży i silny.
JAK TO MOŻLIWE?!

Jeśli wykład nadal was nie przekonuje i nadal wierzycie w mit jedzenia wysokich ilości białka, przytoczę badanie, które zostało przeprowadzone na szczurach przez doktora biochemii T.Colina Campbella (autora książki Nowoczesne zasady odżywiania) mówiące o tym, że z chwilą zmniejszenia zawartości białka w ich pożywieniu, zmniejszały się także komórki nowotworowe. Podczas badania udowodniono, że kazeina (białko pochodzące z mleka) przyczynia się w bardzo wysokim stopniu do rozwoju różnego rodzaju guzów i przedwczesnego zgonu. Zwierzęta po stu tygodniach na diecie niskobiałkowej, były chudsze, miały zdrowsze futro, były bardziej aktywne fizycznie w porównaniu do szczurów na diecie wysokobiałkowej (ok. 20% białka), z których większość padło przed upływem końca badania. To między innymi dlatego wielu ludzi czuje się ospale po zjedzeniu posiłku zawierającego dużą ilość białka (klopsy, kotlety, burgery, pieczenie itp.). Gdyby więc zamienić część białka na węglowodany złożone, bylibyśmy zdrowsi i mielibyśmy więcej energii...


Witamina B12 
Inaczej nazywana kobalaminą. Termin ten określa grupę związków zawierających w swojej cząsteczce kobalt. Jest odpowiedzialna za podział i powstawanie nowych komórek. Jest niezwykle ważnym koenzymem w wielu reakcjach zachodzących w organizmie, między innymi za prawidłową przemianę węglowodanów, białek i tłuszczy w formy biologicznie dla nas dostępne. Odpowiada za nasz dobry nastrój i równowagę psychiczną, zapobiega niedokrwistości, pomaga w uczeniu się i pobudza apetyt. 


Google grafika

Jej brak skutkuje szeregiem zaburzeń ze strony układu nerwowego. Głównymi objawami niedoborów witaminy B12 są: niedokrwistość, zaburzenia koncentracji, osłabienie siły mięśniowej kończyn, rozwój ślepoty, upośledzenie czucia temperatury i bólu, apatia, drażliwość, stany depresyjne, a także przedwczesne siwienie czy zażółcenie skóry. Jest jedyną witaminą której biologicznie aktywna forma występuje jedynie w produktach odzwierzęcych i mięsie. Mimo, że weganie i wegetarianie upierają się o jej obecności w produktach np. fermentowanych, badania przeprowadzone w Holandii, Stanach Zjednoczonych, Korei czy Japonii owszem wykazują minimalną obecność B12 w produktach takich jak nori, spirulina, chlorella czy tempeh, jednak większość jej analogów są to formy nieaktywne, przyczyniające się nawet do obniżania poziomu B12 w surowicy krwi i podnoszenia poziomu homocysteiny co nie jest korzystne dla naszego zdrowia. Paradoksem jest jedynie badanie na japońskich dzieciach będących weganami, które jadły codziennie w swoich posiłkach roślinne produkty fermentowane (kombu, nori, grzyby shiitake, trawa morska) i wykazywały prawidłową wartość B12 we krwi. Naukowcy sądzą, że powodem takich wyników była organiczna żywność, bogata między innymi w kobalt. Jednak jest to jedyny wyjątek w przypadku produktów pochodzenia roślinnego. 


Obecnie mamy na rynku szereg produktów fortyfikowanych w B12, 
jednak większość z nich nie jest w formie biologicznie 
dla nas przyswajalnej, często jest to cyjanokobalamina
która wyrządza więcej szkody niż pożytku.



Skąd czerpać B12? 
Niestety nie ma innego rozwiązania jak suplementacja. Weganie są bezbronni. Najważniejszą dla nas formą jest metylokobalamina, która pomaga przekształcić szkodliwą homocysteinę w metioninę, aminokwas odpowiedzialny za dalszą produkcję białek lub po prostu ją rozłożyć i wydalić wraz z moczem. W żadnym wypadku nie należy suplementować B12 w postaci cyjanokobalaminy, no chyba że chcesz się powoli podtruwać cyjankiem. Najbardziej narażonymi osobami na niedobory są osoby po 60. roku życia oraz osoby na dietach roślinnych i rezygnujące z jedzenia czerwonego mięsa. Przy czym pamiętajcie, żeby nie obżerać się codziennie schaboszczakiem na obiad, gdyż nasza wątroba potrafi zmagazynować witaminę B12 nawet do 60 dni, a jedzenie mięsa wcale nie jest takie zdrowe o czym możecie poczytać tutaj KLIK i tutaj KLIK. 


Aktywną formę witaminy B12 metylokobalaminę
możecie kupić tutaj KLIK



Źródła:
Nowoczesne zasady odżywiania T.Colin Campbell 




Spodobał Ci się wpis? Polub na facebook'u! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 ŻYJ ZIELONO , Blogger