30 DNI NA DIECIE WEGAŃSKIEJ - WNIOSKI I OBSERWACJE

Witajcie Kochani! 
Miesiąc wyzwania minął bardzo szybko, toteż dzielę się dzisiaj z Wami moimi przemyśleniami na temat weganizmu i diety roślinnej. Jak wiecie, od kilku lat jestem wegetarianką, lecz to dopiero teraz nadszedł moment, kiedy postanowiłam na próbę przez 30 dni odżywiać się wyłącznie roślinami, przetestować swoje umiejętności kulinarne i sprawdzić swoją samokontrolę. Przez ten miesiąc dzieliłam się z wami moimi posiłkami na Instagramie, wiedzą jak zacząć swoją przygodę z dietą roślinną, ciekawostkami na temat diety roślinnej i wieloma innymi rzeczami. Mam nadzieję, że to wszystko było dla was bardzo pomocne i będziecie kontynuować wdrażanie zasad diety roślinnej do swojego menu, lub chociaż częściowo rezygnować z jedzenia mięsa, czy też produktów odzwierzęcych. 
Poniżej przygotowałam małe zestawienie tego, co się u mnie zmieniło przez te 30 dni i czego z dotychczasowego sposobu odżywiania brakowało mi najbardziej. Opowiem wam również dlaczego jeszcze nie jestem gotowa na przejście w 100% na dietę roślinną i czemu uważam, że najlepszym sposobem jest słuchanie własnego organizmu, zamiast ślepe podążanie za modą na weganizm i życie w poczuciu zaszufladkowania z konkretną łatką. 
Jesteście ciekawi co dzisiaj dla Was przygotowałam?
Zapraszam do lektury! 
co jedzą weganie?





Ważne info!
Od 4 lat jestem wegetarianką i moja dieta opiera się głównie o nieprzetworzone produkty roślinne (warzywa owoce, rośliny strączkowe, zboża, nasiona, orzechy - w skrócie trawa i kamienie), także główne zasady układania jadłospisów na tej diecie są mi doskonale znane. 
Wyzwanie miało na celu wykluczenie całkowicie produktów odzwierzęcych i sprawdzenie mojej silnej woli, ponieważ jestem fanatyczką jajek, koziego sera, miodu i chleba z masłem. 

CO SIĘ ZMIENIŁO?

Zacznę może od tego co się u mnie zmieniło po wykluczeniu takich produktów jak czekolada mleczna, jogurty naturalne, masło (irlandzkie masło to najlepsze masło jakie jadłam), jajka i kozi ser ponieważ to te 5 produktów odzwierzęcych jadłam najczęściej i byłam od nich trochę uzależniona.
Tak jak nie miałam problemu z wywaleniem czekolady i jogurtu naturalnego, ponieważ w sklepie ze zdrową żywnością można kupić całe mnóstwo wegańskich odpowiedników, to rezygnacja na miesiąc z jajek, masła i koziego sera była dla mnie bardzo trudna. 

Jednak miesiąc bez tych produktów poskutkował:
- Ładniejszą cerą - całkowite odstawienie nabiału to najlepsza rzecz jaką mogłam zrobić dla swojej skłonnej do przesuszenia i wyprysków cery. Wszystkie pryszcze zniknęły jak ręką odjął, zniknęły również czerwone plamki na twarzy, które pojawiały mi się po zjedzeniu czegoś co zawierało mleko. Pozbyłam się również pryszczy wyskakujących tuż przed miesiączką, co może być efektem braku czekolady w diecie. 
- Szybszym metabolizmem - większa ilość błonnika (z roślin strączkowych) poskutkowała częstszymi wizytami w toalecie 😂😂😂😂
- Jeszcze większą świadomością swojego organizmu i swoich słabości.

ZA CZYM TĘSKNIŁAM?

- zapiekany kozi ser
- chleb z masłem i miodem
- jajka (na miękko i jajecznica)


Najbardziej z tych trzech pozycji brakowało mi jajek na miękko, które lubię jeść z pastą z awokado i jajecznicy. Jestem fanką jajek i chyba tylko z tego względu nigdy nie zostanę 100% weganką. Doskonale zdaję sobie sprawę z etycznych aspektów jedzenia jajek i tego, że jajko jest kurzą menstruacją, jednakże lubię ten smak i widocznie jeszcze nie dojrzałam do decyzji, aby te nieszczęsne jajka porzucić. Wybieram natomiast jajka od kur z wolnego wybiegu lub chowu ekologicznego, jeśli tylko mam taką możliwość. I nie, tofucznica to nie to samo, chociaż też ją bardzo lubię. 

Lubię również smak świeżego żytniego chleba z masłem i miodem, i choćbym nie wiem jak chciała niestety nic mi masła nie zastąpi. I tak jak wspomniałam, irlandzkie masło jest najlepszym jakie kiedykolwiek jadłam. Tak, tutaj również mam pełną świadomość jak produkcja nabiału się odbywa oraz, że miód to pszczele wymiociny. To samo jest z kozim serem - smak nie do zastąpienia niczym innym. 

Mimo, że nie jem tych produktów często, mam świadomość, że część z Was nazwie mnie hipokrytką i przestanie obserwować tą stronę, to jednak dzielę się tym z Wami, ponieważ nie chcę pisać o diecie roślinnej i mówić wam jak to zajebiście jest być weganinem/weganką, kiedy sama nią nie jestem, ponieważ jest to dla mnie zbyt trudne.
Nie chcę też, żeby następne zdanie zabrzmiało, że się wymądrzam, aczkolwiek uważam, że moja postawa świadczy o wysokiej świadomości i robię dla planety oraz zwierząt wszystko co mogę (unikanie plastiku, foliowych toreb i jedzenia w plastikowych opakowaniach, segregacja śmieci, wybór lokalnych produktów i dostawców żywności, nieprzetworzone roślinne jedzenie, kosmetyki cruelty free, mydło w kostce zamiast w plastikowej butelce, ubrania z second handu itp.). No dobra, trochę się wymądrzam, ale irytuje mnie fakt, że ktoś nazywa siebie weganinem ze względów etycznych i środowiskowych, jednocześnie kiedy jego dieta bazuje na paczkowanym (chociaż nadal wegańskim) jedzeniu. Przecież ten plastik trafi na śmietnik, a jeśli nie zostanie poddany recyklingowi to prędzej czy później wyląduje w środowisku, rozkładając się na mikroplastik, zatruwając glebę i zwierzęta. Może zabrzmiało to trochę ostro, ale pozostawiam Wam tą kwestię do przemyślenia...


Nie tęskniłam natomiast za innymi produktami nabiałowymi, ponieważ te łatwo można zastąpić tofu, mlekiem kokosowym, śmietanką kokosową czy jogurtami sojowymi, ale o tym co jadłam przeczytacie poniżej.

CO JADŁAM PRZEZ OSTATNIE 30 DNI?

Jadłam mniej więcej tak jak zawsze (z wyjątkiem oczywiście wspomnianych wyżej produktów). Pojawiło się także parę nowych rzeczy i zaczęłam zwracać większą uwagę na zawartość białka w diecie, a konkretniej na to, aby dostarczyć sobie wszystkich niezbędnych aminokwasów w ciągu dnia.
Część moich posiłków dokumentowałam na Instagramiea część przedstawiłam poniżej w postaci kolażu. Na blogu królowała dynia, ponieważ zaczął się sezon dyniowy i z tego powodu znalazło się również kilka przepisów z udziałem tego warzywa, między innymi na curry dyniowe, krem z dynidynię z jarmużem, ale także rozgrzewającą zupę cebulową, pasztet z soczewicy, 7 przepisów na wegańskie śniadania czy naleśniki z mąki konopnejgryczane pankejki i ciasto z kaszy jaglanej

Wszystko się tu oczywiście nie zmieściło, ale starałam się robić zdjęcia codziennie tego co jem.


Dieta roślinna

Dieta roślinna


CZY BRAŁAM JAKIEŚ SUPLEMENTY? 

Z racji odstawienia wszystkich produktów odzwierzęcych i faktu, że witamina B12 w formie przyswajalnej dla człowieka występuje tylko w nich, zaopatrzyłam się w suplement witaminy B12 (cyjanokobalamina) a także w witaminę D3, ze względu na coraz mniejsze nasłonecznienie w okresie jesienno-zimowym tu w Irlandii. 
Niedługo pojawi się dość obszerny artykuł na temat suplementów diety, także śledźcie mnie na bieżąco na Facebook'u. Powiem  tylko pokrótce co się w nim znajdzie: czym są suplementy, jakich suplementów nie warto w ogóle kupować oraz jakie suplementy są niezbędne na diecie roślinnej. 

WNIOSKI:

Te 30 dni były dla mnie odpowiedzią na pytanie jak bardzo jestem uzależniona od pewnych smaków i czy jestem w stanie je czymś zastąpić. Okazuje się, że można to zrobić jednak nie wszystkie wegańskie odpowiedniki tak samo smakują i niekoniecznie mają dobry skład. Miałam okazję przekonać się że np. wegański ser mozzarella nie smakuje tak samo, a w dodatku napakowany jest większą chemią niż ten normalny i nigdy bym go nie kupiła z własnej woli. 

Moja dieta obfituje w wegańskie posiłki (jest to zdecydowana większość) i uważam, że weganizm to jeden z najlepszych wyborów żywieniowych zarówno pod kątem zdrowia jak i dbałości o planetę i zwierzęta, to jednak przyklejenie sobie łatki WEGANKA jest dla mnie na dzień dzisiejszy zbyt uciążliwe, trudne i zwyczajnie nie lubię tego słowa. Wolę określenie roślinożerca. O tyle, o ile łatwo jest mi zrezygnować z mięsa, mleka i wielu innych produktów nabiałowych, to te 3 pozycje powyżej póki co jeszcze zostają w moim menu (nie wytrzymałam do końca i zjadłam tosta z kozim serem oraz jajecznicę pod koniec wyzwania). Będę oczywiście starała się je ograniczać do jednego czy dwóch razy w tygodniu i myślę, że pewnego dnia po prostu o nich zapomnę ze względu na coraz częstsze eksperymenty w kuchni i odkrywanie nowych smaków.







A jak to u Was wygląda? Z jakiego powodu wybraliście dietę roślinną? Koniecznie dajcie znać w komentarzu! 



Spodobał Ci się wpis? 
Polub na facebook'u i udostępnij znajomym! 


2 komentarze:

  1. 1,5 roku temu odstawiłam z dnia na dzień nabiał, jajka i miód i nigdy do nich nie wróciłam. Tęskniłam trochę za żółtym serem, parę razy kupiłam wegański, ale był stanowczo za drogi ;)
    Moim zdaniem każdy, kto chce robić coś dobrego dla zwierząt i planety, powinien robić tyle, ile może, a nie tyle, ile robią inni - bo każdy ma inne możliwości, nie tylko czysto żołądkowe :p ale i finansowe i czasowe. Szklanka jest do połowy pusta, ale i do połowy pełna - więc można widzieć zarówno "nie umiesz zrezygnować z jajecznicy" jak i "wow, zrezygnowałaś z 95% produktów odzwierzęcych i zostawiłaś tylko jajecznicę" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam takich ludzi jak Ty, którzy potrafią z dnia na dzień odstawić wszystko. U mnie wegetarianizm zaczął się z powodów zdrowotnych, dopiero po jakimś czasie dotarły do mnie aspekty etyczne. Bardzo Ci dziękuję za powyzsze słowa, ponieważ na Facebooku zostałam brutalnie zaatakowana slowami, że tylko się usprawiedliwiam i mam w dupie zwierzęta. Nie, nie usprawiedliwiam się i potrafię przyznać, że moja silna wola nie jest tak silna jak sobie wyobrażałam. Jestem tylko człowiekiem i jak każdy popełniam błędy. Ważne natomiast jest to, jakie wnioski wyciągnęłam przez ten czas i czy jestem gotowa na kolejne zmiany. Dlatego jeszcze raz to napiszę: podziwiam i szanuję takich ludzi jak Ty, którzy nie oceniają tylko wspierają drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 ŻYJ ZIELONO , Blogger